9 cze 2017

"Boyhood"






"Boyhood"


Rok: 2014
Gatunek: Dramat
Reżyseria: Richard Linklater
Scenariusz: Richard Linklater






Już niedługo zaczynają się wakacje i stąd moje pytanie: Macie jakieś plany na ten czas? Dajcie znać w komentarzach, a tymczasem przechodzimy do recenzji. 

Nieco o filmie: 
Historia ukazana w projekcji opowiada o życiu, dorastaniu chłopca Masona (Ellar Coltrane) i jego rodzinie. 

Moja opinia:
Zacznijmy może od tego, dlaczego opis filmu, który Wam tutaj podałam, jest tak uproszczony i ubogi. No, bo jak to, nie dodałam nic innego? Tylko życie, dorastanie... i tyle? Otóż dokładnie tylko tyle. "Boyhood" to wyjątkowa ekranizacja, której celem jest jedynie pokazanie nam - odbiorcom - okresu przemijania. Co jest w filmie takiego specjalnego? Same nagrania trwały od 2002 do 2013 roku, czyli 11/12 lat, dzięki czemu historia jest o wiele bardziej realistyczna, bo nasi bohaterowie (aktorzy) rzeczywiście dorastają. 
Dla jednych projekcja może wydawać się nudna, bo rzeczywiście nic specjalnego się nie dzieje, ale dla innych może okazać się bardzo inspirująca. Moim zdaniem produkcja jest zdecydowanie wyśmienita, ale nie dzięki fabule, a raczej samemu pomysłowi. Film jest prosty, ale daje wiele do myślenia, może nie tyle o życiu chłopca, co o naszym własnym. Dzięki niemu możemy zarówno zauważyć, że życie każdego człowieka jest inne, ale także każde z nich łączy kilka cech. 
Na tacy od samego początku projekcji mamy podanego 6-letniego chłopca Masona, którego życie towarzyszy nam aż do momentu, gdy ten wybiera się do college'u. Przez ten czas obserwujemy jego etap dorastania, relacje z rówieśnikami i rodziną, wszystkie wybory jakie podejmuje, które według mnie są na najwyższym stopniu autentyczności. Po prostu oglądając projekcję czujemy, jakbyśmy najzwyczajniej w świecie oglądali cudze życie (bo tak w sumie jest), na przykład naszego sąsiada, albo kogoś z naszego otoczenia. 
Co najlepsze Mason jest normalnym chłopakiem - takim, z którym wielu z nas mogłoby się porównać, takim, z którym wielu z nas mogłoby się kolegować w prawdziwym życiu. Ma zarówno wady, jak i zalety - jak każdy z nas. Prowadzi też życie, które mogłoby należeć do kogoś z nas czy być takie samo, jak normalnego człowieka w realnym świecie. 
Co czyni film jeszcze bardziej realnym? Sami aktorzy, których osobiste cechy i zachowania reżyser starał się wpasować w projekcję zmieniając nieco scenariusz i wcześniej zarysowane charaktery postaci. 
Pomimo tego, iż w pewnych momentach (jeśli nie cały czas) widz może nudzić się jak diabli (przez 2h 40min, bo tyle trwa film), to jednak gorąco polecam go obejrzeć, a po skończeniu zastanowić się nad własnym życiem. No chyba, że głębokie refleksje nie należą do Waszych ulubionych zajęć. 
Podsumowując jest do zdecydowanie wyjątkowa ekranizacja, wyjątkowy pomysł, choć pozornie prosty, to z drugiej strony patrząc - czy życie człowieka na prawdę jest łatwe? 

Link do filmu ↠ Lektor PL Klik!

21 maj 2017

"Cube"






"Cube"


Rok: 1997
Premiera w Polsce: 1999
Gatunek: Thriller, science fiction 
Reżyseria: Vincenzo Natali
Scenariusz: Vincenzo Natali; André Bijelic; Graeme Manson





Dzisiaj przechodzimy w nieco starsze i mroczniejsze klimaty. 

Nieco o filmie:
Sześcioro bohaterów - policjant, lekarka, studentka matematyki, architekt, chory na autyzm oraz przestępca - budzą się wewnątrz wielkiej, pełnej śmiertelnych pułapek kostki. Wkrótce pojmują, że aby się z niej wydostać muszą ze sobą współpracować. Zadanie jednak nie jest proste, bo owa kostka jest jedną, wielką zagadką, a wydostanie się z niej - ogromnym, niebezpiecznym zadaniem. Czy wybór osób zamykanych w środku był przypadkowy? Czy bohaterowie będą potrafili się ze sobą dogadać? Ilu z nich przeżyje? Czy komukolwiek uda się rozwiązać zagadkę i wydostać? 

Moja opinia: 
"Cube" to film trzymający w napięciu, z ciekawą fabułą i oryginalnym pomysłem. Pomimo, iż jest to dość stara produkcja, a obecne techniki montażu czy efektów specjalnych są mocno udoskonalone, to wydaje mi się, że nic nie pobije tej właśnie ekranizacji z 1997 roku. 
Film jest moim zdaniem dobrze dopracowany, cała akcja dość logiczna i spójna. Zagadka, jak i jej rozwiązanie w miarę ciekawe, pułapki udoskonalone i stworzone "z pomysłem", choć nie ma ich zbyt wiele. Do bohaterów wrócimy za chwilkę, ale już napomknę, iż uważam że to najlepsza część projekcji. 
Produkcja to zdecydowanie typowy thriller, który nic innego, a trzyma w napięciu. Ciężko tu wprawdzie o jakieś inne emocje, choć osobiście się nawet czasem zaśmiałam, ale to raczej przez moją zrytą psychikę (często się śmieję, jak na przykład odcinają ludziom głowy, mniejsza o to). Miejscami film wydaje się nudnawy i niby nic szczególnego się nie dzieje, ale zaraz z powrotem przepełnia się akcją. Lecz pamiętajcie - zazwyczaj te niby nic nie znaczące sceny mają najwięcej do przekazania. 
W ekranizacji rozwijany jest proces dedukcji, logicznego myślenia także sam widz stara się rozwiązać zagadkę razem z bohaterami, ale także próbuje "rozwiązać" samych bohaterów, dojść do tego kim/jacy naprawdę są i jaka jest ich rola w kostce. 
Tak więc przejdźmy teraz do bohaterów. Już po kilku minutach filmu można zauważyć, że każdemu z nich powierzona została jakaś rola, jedni swoją wypełnili w 100%, rola innych znowuż jest ciężka do odgadnięcia. Każda z postaci ma również odrębny, niemalże wyraźnie naznaczony charakter i własną historię, dzięki czemu możemy czuć się tak, jakby każda z nich naprawdę istniała w realnym świecie. Osobiście moim faworytem jest Worth (David Hewlett), bo jego charakter najbardziej przypadł mi do gustu i w pewnym sensie mogę się utożsamić z niektórymi jego cechami. Od samego początku znienawidziłam Quentina (Maurice Dean Wint), ale myślę, że Wy także (jeśli obejrzeliście lub obejrzycie film) się ze mną zgodzicie, a na razie na wszelki wypadek nie będę zdradzała dlaczego. 
Bohaterowie są ważną częścią produkcji, bo tak naprawdę bez nich nie ma niczego więcej, więc polecam zwrócić na nich szczególną uwagę. 
Jestem mile zaskoczona grą aktorską i myślę, że każdy członek obsady wykonał swoją pracę naprawdę bardzo, bardzo dobrze. Każdy aktor czy aktorka świetnie przedstawił charakter postaci i znakomicie się w nią wcielił tak, jakby rzeczywiście był tym bohaterem. 
Co się tyczy muzyki - jest ona tylko tłem, które nadaje klimat do całej ekranizacji i poszczególnych scen i składa się jedynie z dźwięków/melodii, więc nie ma tu raczej mowy o żadnych znanych czy nawet mniej znanych piosenkach. Sądzę więc, że raczej nikomu nie jest potrzebny link do soundtracku, który swoją drogą nie jest za bardzo rozbudowany. 
Podsumowując, moim zdaniem film jest zdecydowanie warty obejrzenia. Pomysł na fabułę jest ciekawy i oryginalny, a szczegóły dopracowane. Gra aktorska według mnie na wysokim poziomie i pomimo faktu, że jest to dość stara projekcja - efekty też są w miarę dobre.

Link do filmu ↠ Lektor PL - klik!

5 maj 2017

"Mamma Mia!"






"Mamma Mia!"


Rok: 2008
Gatunek: Komedia romantyczna, musical
Reżyseria: Phyllida Lloyd
Scenariusz: Catherine Johnson






Nie wiem jak Wy, ale ja uwielbiam muzykę ( no w sumie, kto nie uwielbia? ), dlatego też tym razem przychodzę do Was z wyśmienitym musicalem. Swoją drogą... jaka jest Wasza ulubiona piosenka na ten moment? Macie jakiegoś ulubionego artystę czy ulubiony zespół? Jeśli tak - koniecznie dajcie znać w komentarzach!

Nieco o filmie:
Młoda Sophie (Amanda Seyfried) przygotowuje się do ślubu. Jednak bardzo chciałaby zostać zaprowadzona do ołtarza przez własnego ojca, którego nigdy nie dane jej było poznać. Na podstawie pamiętnika swojej matki - Donny (Meryl Streep) - odnajduje trzech mężczyzn i zaprasza ich wszystkich na ślub, sądząc że jeden z nich może być jej ojcem. Jak w rezultacie potoczą się sprawy? 

Moja opinia:
"Mamma Mia!" to zdecydowanie film, który znajduje się na liście takich moich prywatnych klasyków. Do tej ekranizacji po prostu lubię sobie czasem wrócić i nigdy mi się ona nie nudzi. Ale do rzeczy. 
Sama akcja nie jest najkreatywniejszym hitem kinowym, ale całkiem przyjemnie się ją ogląda. Porusza ona wiele ważnych wątków, między innymi miłość - miłość do drugiej osoby, do przyjaciół czy do rodziny. Na dodatek jest przepleciona naprawdę zabawnymi żartami, więc co za tym idzie można się nieźle uśmiać. Ta projekcja naprawdę potrafi wyciągnąć z człowieka najróżniejsze emocje, nie tylko radość czy smutek, co sprawia, że oglądanie może stać się ciekawą "przygodą". 
Najbardziej zdecydowanie podobało mi się to, w jaki sposób zostały ukazane relacje trzech przyjaciółek. Dzięki temu zaczęłam na nowo wierzyć, że przyjaźnie rzeczywiście mogą trwać wiecznie. 
Film ukazuje także, że nie ważne ile masz lat - zawsze możesz się dobrze bawić i korzystać z życia, co jest bardzo pozytywne w odbiorze i mam wrażenie, że po obejrzeniu tej ekranizacji człowiek najzwyczajniej w świecie czuje się po prostu lepiej na duszy. 
Bohaterowie są wręcz znakomici. Mają zarówno wady, jak i zalety, dzięki czemu od razu przypadli mi do gustu. Wydaje mi się, że żadna z postaci nie irytowała mnie w jakikolwiek sposób i polubiłam raczej wszystkich. 
Ale przejdźmy może do najważniejszego (jako że jest to musical) w całej produkcji, czyli oczywiście do muzyki! Ścieżka dźwiękowa składa się z piosenek zespołu ABBA wykonywanych przez obsadę filmu. Osobiście uwielbiam piosenki ABBY i wydaje mi się, że są one raczej dosyć znane (serio, nie wiem czy znajdzie się ktoś, kto nie zna ani jednego utworu tego zespołu). Ogólnie nie przepadam za musicalami, ale ten film jest wręcz magiczny, a wykonywane w jego trakcie piosenki nadają mu niesamowity klimat, a co za tym idzie znacznie umilają oglądanie. Tutaj macie link do pełnego soundtracku → Soundtrack - klik! W ramach ciekawostki jeszcze dodam, że w ekranizacji wystąpiło dwóch członków zespołu ABBA - jeden z nich pojawił się jako pianista przebrany za greckiego rybaka, a drugi był greckim bogiem z lirą. 
Podsumowując - jest to film zdecydowanie warty obejrzenia i polecam go nawet osobom, które nie bardzo przepadają za musicalami (tak, jak ja). Jeśli lubicie piosenki ABBY lub jeśli jakimś cudem ich nie znacie, naprawdę gorąco polecam obejrzeć ekranizację i jestem niemalże pewna, że nie będziecie zawiedzeni.

Link do filmu ↠ Lektor PL - klik!

18 kwi 2017

"Narzeczony mimo woli"






"Narzeczony mimo woli"


Tytuł oryginału: "The Proposal"
Rok: 2009
Gatunek: Komedia romantyczna 
Reżyseria: Anne Fletcher
Scenariusz: Pete Chiarelli 





Święta, święta i po świętach. Swoją drogą, jak Wam one minęły? Nie było mnie tu przez jakiś czas, więc dzisiaj wracamy z kolejną już na tym blogu komedią romantyczną. 

Nieco o filmie:
Główna bohaterka - Margaret (Sandra Bullock) - prowadzi bardzo sukcesywne wydawnictwo w Nowym Jorku. Jej kariera nabiera coraz to szybszego tempa, ale niestety pojawiają się przeszkody. Jest ona bowiem Kanadyjką, a przez zaniedbanie spraw wizowych grozi jej deportacja. Kobieta za wszelką cenę chce pozostać w USA, więc wymyśla chytry plan i zmusza swojego pracownika - Andrew Paxtona (Ryan Reynolds) - do wzięcia w nim udziału. Co wyniknie z całej tej sytuacji? 

Moja opinia:
Zacznijmy od tego, że nie jest to najnowszy film i sama oglądałam go też już dosyć dawno. Ogólnie w moim odczuciu jest to dosyć typowa komedia romantyczna, bardzo podobna do kilkudziesięciu lub nawet kilkuset innych. Sama historia nie jest jakimś wybitnym pomysłem, ale przyjemnie ogląda się całą produkcję i zdecydowanie nie zawiewa w niej nudą. Fabuła jest dość prosta, mamy jeden główny, najbardziej znaczący dla projekcji wątek i tyle. Film jest zarówno zabawny, jak i czasem może wzruszający. Romantyzmu według mnie w nim jednak nieco brakuje, większy nacisk jest stawiany jednak na część komediową. Ekranizacja moim zdaniem należy do tych filmów, do których się co jakiś czas wraca, i które nigdy się tak naprawdę nie nudzą. 
Najlepszą postacią w całej projekcji jest dla mnie zdecydowanie babcia Annie (Betty White) i myślę, że Wy również ją polubicie lub zgadzacie się ze mną - jeśli oglądaliście już ten film. Co do samej głównej bohaterki, dla mnie była strasznie irytującą osobą i chyba nie zmieniło się to nawet, gdy produkcja dobiegła już końca. Nie polubiłam jej na samym początku i myślę, że chyba nic nie jest w stanie tego zmienić. Andrew za to jest przeciwieństwem Margaret, więc co za tym idzie - jego postać bardzo mi się podobała i przyjemnie oglądało mi się go na ekranie. 
Co do samego filmu to raczej nie mam nic więcej do dodania, więc przejdźmy do soundtracku. Piosenki są wpasowane w sceny, a niektóre z nich są Wam pewnie dobrze znane, jak na przykład utwór U Can't Touch This - MC Hammer. Cała muzyka umila oglądanie ekranizację, a tutaj macie link do pełnego soundtracku → Soundtrack - klik.
Podsumowując, "Narzeczony mimo woli" to dość prosta komedia romantyczna, którą polecam każdemu, może nawet i każdej parze, na nudny wieczór. Zwłaszcza, że przy oglądaniu nie jest specjalnie konieczne wysnuwanie głębszych refleksji. Film jest po prostu zwyczajną rozrywką. 

Link do filmu ↠ film online (klik!)

31 mar 2017

Q&A: Wygląd bloga - co i jak?

Wygląd bloga - co i jak?


W tym poście, już drugim z serii Q&A, opowiem nieco o wyglądzie mojego bloga, ponieważ zdecydowanie nie jest on przypadkowy. 
Zacznijmy od tego, że zrobiłam go samodzielnie, korzystając z kodów znalezionych na Internecie (niech wszyscy, którzy dodają tutoriale i kody będą błogosławieni), wiem, że nie jest perfekcyjny, bo informatyka zdecydowanie nie jest moją mocną stroną, ale podoba mi się taki, jaki jest i jestem z siebie dumna, że udało mi się osiągnąć coś takiego moimi dwoma lewymi rękoma. 
Przejdźmy jednak do najważniejszej rzeczy w wyglądzie bloga, która ma dla niego ogromne znaczenie, a możecie tego nie wiedzieć, czyli do kolorów. Nie są one przypadkowe. Jak idzie zauważyć dominują tutaj ciemne odcienie, a jedynym wyjątkiem jest kolor żółty. Już tłumaczę, dlaczego wybrałam akurat takie, a nie inne. Otóż mi osobiście ciemność kojarzy się z kinem, a że mój blog zajmuje się tematyką filmową zdecydowałam, że użycie kolorów takich, jak czarny i granatowy wprowadzi czytelników właśnie w taki kinowy klimat. Żółty odcień kojarzy mi się ze światłami, które rozbłyskają po zakończeniu seansu czy świecą przed jego rozpoczęciem, dlatego też występują w wyglądzie bloga. Żółty jest zdecydowanie ciepłą barwą, która moim zdaniem idealnie pasuje do czerni i granatu, na dodatek sprawia, że jest o wiele przytulniej. 
No i to by było na tyle z tego Q&A. 

Przypominam, że jeśli macie jakieś pytania odnośnie bloga czy mnie - możecie je zadawać pod każdą notką z etykietą "Q&A". 

Dzisiaj tak krótko, miłego wieczoru. 

30 mar 2017

"Piękna i Bestia"






"Piękna i Bestia"


Tytuł oryginału: "Beauty and the Beast"
Rok: 2017
Gatunek: Musical, romans, fantasy
Reżyseria: Bill Condon
Scenariusz: Stephen Chbosky; Evan Spiliotopoulos





Dzisiaj przechodzimy do świata baśni i bajek. Do krainy pięknych księżniczek i... potworów. 

Nieco o filmie:
Bella (Emma Watson) wiedzie dość spokojne życie razem ze swoim ojcem - Maurycym (Kevin Kline). W wiosce jest uważana za dziwaczkę, ponieważ różni się znacznie od pozostałych ludzi. Jako, że jest bardzo piękna przykuwa uwagę młodzieńca Gastona (Luke Evans), który jest obiektem westchnień wszystkich kobiet. Bohaterka jednak odrzuca jego zaloty. Wkrótce Maurycy wyjeżdża, a podczas podróży myli drogi i trafia do przerażającego zamczyska. Bella wyrusza, aby ratować ojca i zostaje z mieszkającą tam bestią (Dan Stevens), w zamian za wolność staruszka. Wkrótce pomiędzy dziewczyną, a mieszkańcem zamku zaczyna rodzić się piękne uczucie. 

Moja opinia: 
Zacznijmy od tego, że "Piękna i Bestia" w wersji animowanej jest jedną z najmniej przeze mnie lubianych bajek Disneya, choć właściwie nie wiem, dlaczego tak jest. (Ogólnie o bajkach Disneya też pojawi się post, więc stay tuned). Filmowa wersja jest świetnym odwzorowaniem animacji, zwłaszcza piosenki, które bodajże wszystkie zostały wykorzystane w filmie. 
Sama akcja, którą pewnie większość z Was zna, jest piękna, niepowtarzalna i wzruszająca. W ekranizacji chodzi o przekazanie jak największej ilości bardzo ważnych dla człowieka wartości, jak na przykład to, że w prawdziwej miłości wygląd nie ma znaczenia. Choć jak można zauważyć - Belli podobały się przede wszystkim oczy Bestii, które jako jedyne należały do jego ludzkiej postaci. Ważny jest też element rodziny, czyli miłość ojca do córki i jego poświęcenie wobec niej. Ciekawe jest, że w filmowej adaptacji dodali wizerunek matki Belli, którego, o ile się nie mylę, brakuje w bajce. Interesujące jest też wystąpienie wątku homoseksualnego, który ma pokazać nam, że miłość nie ma ograniczeń i nie opiera się jedynie na przeciwieństwie płci. Także cała akcja produkcji kręci się wokół różnych rodzajów miłości, ukazując nam, że tak naprawdę jest ona wszędzie, tylko czasem występuje w różnej postaci. Adaptacja jest wzruszająca, a czasem śmieszna, więc oglądając można odczuć różne emocje - od smutku, przez radość, aż do złości. Osobiście, choć wiedziałam jak potoczy się akcja, ryczałam jak głupia na pewnych scenach.
Co do bohaterów - na początku wydawało mi się, że umieszczenie Emmy Watson w roli Belli nie będzie zbyt dobre dla ekranizacji, ale na szczęście - myliłam się, ponieważ aktorka przedstawiła bohaterkę (moim zdaniem) doskonale i idealnie się w nią wpasowała (także wyglądem). 
Efekty specjalne wyszły wręcz oszałamiająco. Żywe przedmioty wyglądają bardzo naturalnie i praktycznie niewidoczny jest ten efekt komputerowy. Samo tło akcji jest przepiękne, zamek i krajobrazy - po prostu cudo. Ciężko jest się nie zachwycić, gdy patrzy się na tak dopracowane szczegóły. 
Przejdźmy do soundtracku, czyli zdecydowanie najlepszej części filmu. Jako, że jest to musical - występuje tutaj duża liczba piosenek i, tak jak już wspominałam, większość jest taka sama, jak w wersji animowanej. Muzyka jest wspaniała, dopasowana do każdej ze scen. Tekst piosenek idealnie wpasowany do fabuły. Niestety nie mogłam znaleźć soundtracku w wersji polskiej, ale musicie mi uwierzyć, że zarówno polskie, jak i angielskie piosenki są równie dobre. Tutaj macie link do oryginalnej muzyki → Soundtrack ENG - klik!
Podsumowując, "Piękna i Bestia" z 2017 roku to wspaniały film, idealnie odwzorowany z wersji animowanej i gorąco polecam go wszystkim fanom Disneya oraz romansu. 

Niestety nie znalazłam działającego linku do filmu online w wersji polskiej, ale uzupełnię gdy tylko się pojawi. 

12 mar 2017

"Bezwstydny Mortdecai"






"Bezwstydny Mortdecai"


Tytuł oryginału: "Mortdecai"
Rok: 2015
Gatunek: Komedia, akcja
Reżyseria:David Koepp
Scenariusz: Eric Aronson





Już dawno nie było żadnego posta, ale za to po tej przerwie witam Was komedią, której główna rola należy do Johnny'ego Deppa.

Nieco o filmie:
Tytułowy Mortdecai (Johnny Depp) jest arystokratą, znawcą sztuki oraz... oszustem, który coraz bardziej popada w długach. Aby je spłacić zostaje zwerbowany do odnalezienia zaginionego obrazu Goi. Zadanie wydaje się jednak trudniejsze niż podejrzewał, ponieważ na dzieło sztuki ma chrapkę także tajemniczy terrorysta, amerykański miliarder czy też rosyjska szajka. 

Moja opinia:
Moim zdaniem film "Bezwstydny Mortdecai" to jedna wielka parodia, która jednak zachowała swój poziom humoru. Typowa komedia, w której żarty rzeczywiście mogą być zabawne i na pewno nie są przesadzone. Jedyne co, to nie przekonały mnie jakoś te o jajach. Przesadzona jest za to cała reszta - od akcji aż po postacie. W filmie brakuje naturalności, ale właśnie o to w nim chodzi. Co się tyczy akcji - zdecydowanie nie przypisałabym tej projekcji do tego gatunku, ponieważ scen akcji jest bardzo mało moim zdaniem i są dość komiczne, nie ma w nich żadnego dramatyzmu czy jakkolwiek to ująć. Ciekawszą częścią ekranizacji jest zdecydowanie zagadka zaginionego obrazu Goi i to, w jak interesujący sposób została rozwiązana, i wyjaśniona. Najbardziej natomiast podobała mi się relacja Mortdecaia z jego żoną - Johanną (Gwyneth Paltrow), według mnie ich miłość jest ukazana w całkiem przyjemny dla oka sposób i wydaje mi się być niesamowicie szczera. Zwróćmy uwagę też na niesamowite ujęcia Londynu i ogólnie na sam krajobraz w całej projekcji, bo myślę, że to coś na czym warto zawiesić oko. Jak wcześniej wspomniałam, w moim odczuciu jest to parodia, więc nie brakuje tutaj typowych stereotypów, jak te, które możemy zauważyć między Amerykanami i Brytyjczykami.
Sama postać głównego bohatera jest świetnie oddana przez Johnny'ego Deppa, ale cóż, kogo lepiej zagrałby Johnny, jak nie ironicznego szajbusa. Nie oszukujmy się, ale całkiem podobną rolę odegrał w serii "Piratów z Karaibów" czy w "Alicji w Krainie Czarów" lub też "Jeźdźcu Znikąd". Pomimo wszystko Mortdecai jest raczej osobą, która z jednej strony rozśmiesza, a z drugiej nieco irytuje, co dodaje kolorów samemu filmowi. Johanna czyli idealne dopasowanie do głównego bohatera - arystokratyczne maniery połączone z manipulacją i talentem do oszukiwania. Jock (Paul Bettany), czyli bohater, który jest zarówno niesamowity i wręcz najlepszy, jak i kompletnie przesadzony. 
Przejdźmy do soundtracku, czyli jednej z lepszych rzeczy w produkcji. Muzyka świetnie oddaje klimat całej ekranizacji. Ma w sobie coś ze sztuki i arystokracji, ale jest też przyjemna dla ucha. Tutaj macie link do soundtracku ↠ Soundtrack - klik!
Podsumowując - "Bezwstydny Mortdecai" to komedia, według mnie, ani nie słaba, ani nie jakoś wybitnie dobra. Podejrzewam, że szczególnie spodoba się fanom Johnny'ego Deppa, ale myślę, że warto jest obejrzeć ten film w jakiś nudny wieczór, tak po prostu, dla rozrywki. 

Link do filmu ↠ Lektor PL - klik!

18 lut 2017

Top 10 seriali, które wstrząsnęły światem

Dzisiaj przechodzimy do kolejnego postu z serii "Top10". Tym razem zajmiemy się serialami, które "wstrząsnęły światem", czyli ogólnie mówiąc są dość popularne w ostatnim czasie lub przez cały czas. Na samym wstępie chcę już uprzedzić, że te 10 seriali wybierałam sama, na bazie moich obserwacji i doświadczeń, więc nasze opinie mogą się różnić. Dlatego też chcę, żebyście napisali jakie Waszym zdaniem seriale są najpopularniejsze i jakie seriale Wy oglądacie? Podzielcie się w komentarzach. A teraz przejdźmy do rzeczy.

1) Teen Wolf




Rok: 2011 - 2017
Gatunek: Akcja, komedia, dramat, fantasy, horror
Sezony: 1, 2, 3a, 3b, 4, 5a, 5b, 6a (6b wkrótce)
Odcinki: 90 (100 łącznie z 6b)
Reżyseria: Jeff Davis
O serialu: Teen Wolf opowiada historię nastolatków borykających się z różnymi nadnaturalnymi problemami, które spadły na Beacon Hills. Wszystko zaczyna się od momentu, kiedy główny bohater Scott McCall (Tyler Posey) zostaje ugryziony przez wilkołaka. W każdym sezonie postacie muszą zmierzyć się z coraz to nowymi i gorszymi bestiami. 





Zaczynamy od Teen Wolfa, czyli amerykańskiego serialu, który moim zdaniem wstrząsnął całym światem. Sama jestem w gronie oglądających i muszę przyznać, że to mój ulubiony serial spośród wszystkich, które oglądam. Szkoda, że niedługo dobiegnie końca, ale wszystko co dobre zawsze się kończy. Jednak umieściłam go w tej liście popularnych seriali nie dlatego, że sama go oglądam, lecz ponieważ uważam, że jest dość rozpoznawalny zarówno w Polsce, jak i innych częściach świata. Jeśli ktoś jest zainteresowany, to naprawdę gorąco polecam. I powiem Wam szczerze, że osobiście nie przepadam za takimi nadnaturalnymi rzeczami, jak wilkołaki czy wampiry (wampirów w Teen Wolfie nie ma) i sądziłam, że serial mi się nie spodoba, ale obejrzałam go i przekonałam się, że pozory mylą. Opowiedziałabym Wam tutaj o Teen Wolfie pewnie jeszcze więcej, ale post o serialach, które oglądam jeszcze się pojawi na blogu, więc nie przedłużając - przejdźmy dalej. 

2) SKAM





Rok: 2015 - 2016
Gatunek: Dramat
Sezony: 1, 2, 3 (4 niedługo)
Odcinki: 33 (dotychczas)
Reżyseria: Julie Andem
O serialu: SKAM opowiada o życiu norweskiej młodzieży i ich problemach życia codziennego. Pomimo tak banalnego opisu - seria porusza bardzo ważne i poważne tematy, takie jak feminizm czy homoseksualizm.






SKAM jest norweskim serialem, o którym trudno było nie słyszeć, bo w ostatnim czasie wiecznie plątał się po internecie. Między innymi dlatego umieszczam go właśnie w tej liście. SKAM również należy do seriali, które oglądam, więc o nim także dokładniej wypowiem się w innym poście. 

3) Riverdale




Rok: 2017
Gatunek: Kryminalny, obyczajowy, dramat
Sezony: 1
Odcinki: 4 (dotychczas; w sumie 13) 
Reżyseria: Roberto Aguirre-Sacasa
O serialu: Grupa nastolatków prowadzi swoje życie i boryka się z różnymi problemami, ale w międzyczasie wszystko zmienia się przez tajemniczą śmierć Jasona Blossoma. W miasteczku Riverdale zaczynają dziać się coraz dziwniejsze rzeczy, a sprawa morderstwa wciąż pozostaje niewyjaśniona.






"Riverdale", czyli całkiem świeży serial, który w ostatnim czasie owładnął internetem i kolejny, który osobiście oglądam. Trzeba przyznać, że pomimo tego, iż wyszły dopiero 4 odcinki - pomysł wydaje się być dość ciekawy. Ale o tym serialu także więcej wspomnę w osobnym poście. 


4) The Walking Dead




Rok: 2010 - 2017
Gatunek: Horror, dramat, akcja
Sezony: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7
Odcinki: 92 (dotychczas; w sumie 99)
Reżyseria: Frank Darabont
O serialu: Rick Grimes (Andrew Lincoln) budzi się ze śpiączki i dowiaduje się, że świat został opanowany przez nieumarłych (zombie). Wkrótce musi przewodzić grupce przetrwałych, aby wszyscy pozostali żywi. 







Z góry przepraszam za tak "marny" opis, ale doszliśmy do serialu, którego nie oglądam, więc tak jak wszystkie pozostałe opisy seriali pisałam sama, tak ten po prostu przetłumaczyłam i nieco "pozmieniałam" ze strony IMDB. Umieściłam tutaj "The Walking Dead" ponieważ dość często przewija mi się w internecie i "widuję" dużo ludzi, którzy go oglądają. Tak samo, jak Teen Wolf - sądzę, że ten serial jest dość rozpoznawalny, a co za tym idzie - popularny.

5) American Horror Story




Rok: 2011 - 2016
Gatunek: Dramat, horror, thriller
Sezony: 1, 2, 3, 4, 5, 6
Odcinki: 73
Reżyseria: Brad Falchuk; Ryan Murphy
O serialu: Seria, która skupia się na różnych postaciach i rozgrywa się w różnych miejscach, takich jak dom z morderczą przeszłością, sabat czarownic, hotel czy dom dla psychicznie chorych.







Znów wybaczcie opis, ale "American Horror Story" jest kolejnym serialem, który NIE znajduje się na mojej liście oglądanych, ale za to jest w moim top 10. Dlaczego? Odnoszę wrażenie, że ten serial jest cały czas na topie i jest dość rozpoznawalny. Nawet tytułowa czcionka jest dość szczególna i trudno ją pomylić z jakąkolwiek inną. 

6) Sherlock





Rok: 2010 - 2017
Gatunek: Kryminalny, dramat
Sezony: 1, 2, 3, 4 (dotychczas; 5 wkrótce)
Odcinki: 13 (dotychczas; w sumie 16)
Reżyseria: Mark Gatiss; Steven Moffat
O serialu: John Watson (Martin Freeman) - doktor wojskowy - razem ze słynnym detektywem Sherlockiem Holmesem (Benedict Cumberbatch) wspólnie rozwiązują zagadki kryminalne.






"Sherlock" jest kolejnym serialem, którego nie oglądam, ale znajduje się na tej liście, ponieważ ostatnio bardzo często przewijał mi się w internecie i często o nim słyszałam. Wydaje mi się, że ostatnio stał się o wiele bardziej popularny w związku z wyjściem nowych odcinków. Niemniej jednak uważam go za jednego z popularniejszych i umieszczam w tym top 10. 

7) Gra o tron





Tytuł oryginału: Game of Thrones
Rok: 2011 - 2016+
Gatunek: Fantasy, dramat, przygodowy
Sezony: 1, 2, 3, 4, 5, 6
Odcinki: 60
Reżyseria: David Benioff; D. B. Weiss
O serialu: Dziewięć szlacheckich rodzin walczy o władzę nad mistyczną krainą Westeros. 







Bardzo ubogi opis serialu, ale tak jak kilku poprzednich - tego też osobiście nie oglądam. Umieszczam go jednak w tym spisie, ponieważ uważam, że jest on jednym z tych cały czas popularnych. Słyszałam o nim zarówno 3 lata temu, jak i obecnie, więc postanowiłam, że nie może go zabraknąć w moim top 10.

8) Pamiętniki wampirów




Tytuł oryginału: The Vampire Diaries
Rok: 2009 - 2017
Gatunek: Fantasy, romans, horror, dramat
Sezony: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8
Odcinki: 168 (dotychczas; w sumie 171)
Reżyseria: Julie Plec; Kevin Williamson
O serialu: Nastolatka Elena Gilbert (Nina Dobrev) jest rozdarta pomiędzy dwoma braćmi-wampirami, którzy znacznie się od siebie różnią. 







Tym razem serial, którego widziałam kilka odcinków, ale i tak kompletnie nie jestem w stanie samodzielnie ułożyć do niego opisu. Wiem, że dzieje się tam wiele więcej rzeczy niż sama miłość Eleny do Damona i Stefana czy tam do jednego z nich, ale nie potrafię tego ująć, bo w sumie nie wiem, co miałabym napisać, więc zostańmy przy ubogim, internetowym opisie. "Pamiętniki wampirów" jest dla mnie serią wieczną, niekończącą się (jak wampiry) i chyba jedną z najdłuższych. Serial został tutaj umieszczony, bo wydaje mi się, że jest dość rozpoznawalny, a zważając na czas trwania - słyszy się o nim raczej cały czas. Pomimo tego, że widziałam kilka odcinków i czytałam fragmencik książki, "Pamiętniki wampirów" kompletnie mnie do siebie nie zachęciły, ale wiem, że jest masa fanów tego serialu, którzy cierpliwie wspierają go "od początku do końca". 

9) Słodkie kłamstewka




Tytuł oryginału: Pretty Little Liars
Rok: 2010 - 2017
Gatunek: Thriller, dramat, romans
Sezony: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7
Odcinki: 150 (dotychczas; w sumie 160)
Reżyseria: I. Marlene King
O serialu: Rok po zaginięciu Alison, jej przyjaciółki zaczyna prześladować tajemniczy wróg. Wszystkie łączą siły, aby pokonać tajemniczego "A", który ujawnia ich najmroczniejsze sekrety, a w tym samym czasie próbują rozwikłać tajemnicę morderstwa ich najlepszej przyjaciółki.





Mam nadzieję, że w opisie nic nie pokręciłam, ponieważ to kolejny serial, którego nie oglądam. "Słodkie kłamstewka" także wydaje mi się serialem dość rozpoznawalnym i wiecznie na topie, dlatego też znalazł się w moim top 10.

10) The 100





Rok: 2014 - 2017
Gatunek: Science fiction, dramat
Sezony: 1, 2, 3, 4
Odcinki: 48 (dotychczas; w sumie 58)
Reżyseria: Jason Rothenberg
O serialu: Kiedy nuklearny Armageddon niszczy cywilizację na Ziemi, jedyni ocalali żyją na statku kosmicznym. Po wielu latach przychodzi nadzieja na odnowienie cywilizacji, w tym celu 100 nieletnich przestępców zostaje wysłanych z powrotem na Ziemię. 





"The 100" także nie oglądam i generalnie nie uważam tego serialu, za jakoś specjalnie popularny. Jednakże postanowiłam go tutaj umieścić, bo ostatnio coraz częściej obija mi się o uszy i oczy, zwłaszcza, że bodajże w jednym odcinku pojawił się piosenkarz - Shawn Mendes. Postanowiłam dać ten serial na 10 miejscu, ponieważ 10 jest bardzo podobna do tytułowej 100 i myślę, że będzie to świetnym zakończeniem listy. 


A Wy oglądacie którykolwiek z tych seriali? Napiszcie w komentarzach. 

17 lut 2017

"Zwierzogród"






"Zwierzogród"


Tytuł oryginału: "Zootopia"
Rok: 2016
Gatunek: Animowany, komedia, przygodowy
Reżyseria: Byron Howard; Rich Moore
Scenariusz: Jared Bush; Phil Johnston





Tym razem przechodzimy do filmu animowanego i zanurzamy się w bajkowym świecie. 

Nieco o filmie:
Judy Hoops od dzieciństwa marzy aby zostać policjantką. Gdy w końcu jej się to udaje i wyjeżdża do ogromnego miasta, żeby zacząć pracę - okazuje się, że nie jest to takie, jak sobie wyobrażała. Wkrótce jednak nadarza się okazja, żeby królicza funkcjonariuszka wykazała się swoimi zdolnościami. Tak oto Judy przejmuje sprawę zaginięcia Emila Wydralskiego. W rozwikłaniu zagadki pomaga jej szczwany lis Nick Bajer, ale czy cała ta sprawa nie ma jakiegoś głębszego i mroczniejszego dna? 

Moja opinia:
"Zwierzogród, czyli jedna z genialniejszych, nowszych bajek Disneya. Sama fabuła jest niezwykle ciekawa, a co więcej porusza wiele wspaniałych wątków. 
Na początek spójrzmy na kwestie pracy w policji, a dokładniej tego, jak mała Judy Hoops była postrzegana. Malutki mizerny króliczek - nikt nie traktował jej poważnie, nawet gdy była dzieckiem. Ta animacja pokazuje, że nie ważne jacy jesteśmy, zawsze musimy podejmować ryzyko, walczyć o swoje marzenia i udowadniać przede wszystkim sobie, na co nas stać. Taki właśnie charakter ma nasza główna bohaterka. Determinacja powinna być jej drugim imieniem. Kolejną kwestią jest pokazanie różnic w społeczeństwie. Niby z jednej strony wszystkie zwierzęta żyją razem w zgodzie, ale wyjdzie tylko jeden drobny incydent i ludzie (a w tym przypadku raczej zwierzęta) potrafią podzielić się na grupki i wzajemnie dyskryminować. Jednak Judy i Nick, czyli królik i lis obalają wszystkie te stereotypy i pokazują, że można żyć razem, być przyjaciółmi pomimo znaczących różnic. Ta bajka to nie tylko kryminał dla dzieci, to coś więcej i warto zwracać uwagę na tak drobne rzeczy. Filmy animowane nie są tylko dla młodszej widowni, czasami starsi ludzie potrafią wyciągnąć z nich o wiele ważniejsze i głębsze wnioski. 
Cała fabuła jest dość ciekawa, a sam pomysł na stworzenie zwierzęcego społeczeństwa na wzór ludzkiego, ale zachowując jednak elementy futrzaków jest genialny. 
Każde zwierze jest idealnie i nieprzypadkowo dobrane do funkcji, którą pełni, a każdy detal szczegółowo przemyślany. To czyni tę ekranizację niesamowitą. 
Jak już wcześniej wspominałam - Judy jest wyjątkową postacią. Przemawia przez nią odwaga, dążenie do celu i determinacja, ale w projekcji widzimy także, że nawet tak "doskonałe" osoby mogą się czasem pogubić, mogą zwątpić i popełniać błędy, ale nigdy nie powinny zapominać, kim naprawdę są. Natomiast Nick jest bohaterem z ciężką przeszłością, który poddał się za młodu i obrał inną ścieżkę. Wszystko to jest winą właśnie problemów z dzieciństwa, z którymi nie potrafił się uporać. Jest lisem z wielkimi, niezrealizowanymi marzeniami, ale pomimo wszystko należy do postaci dobrych. Wystarczyło jedynie, żeby ktoś w niego uwierzył, a jego stosunek do rzeczywistości diametralnie się zmienił, a wiara w siebie powróciła. 
Jedną z ciekawszych postaci jest także pani Obłoczek, ale nie jestem pewna czy mówienie tutaj o niej nie będzie przypadkiem spoilerem dla tych, którzy jeszcze nie oglądali bajki, a chcieliby, więc jeśli ktoś jest zainteresowany moją opinią - napiszcie mi na przykład na asku, którego już podawałam bodajże w poście z Q&A. 
Lewin Grzywalski natomiast jest przykładem odpowiedzialnej osoby o wysokim stanowisku, na którą nagle zwala się nieszczęście i chce pomóc, ale nie wie dokładnie, jak to zrobić, aby nie siać paniki. Wiecie co mi się nie podoba w tym przypadku, w polskim tłumaczeniu? Lewin dosłownie ma lwie serce, co świetnie przedstawia nam angielska wersja i jego nazwisko "Lionheart", które znaczy właśnie "lwie serce". Każde imię i nazwisko jest dokładnie dopasowane do bohatera i ma szczególne znaczenie, a polska wersja nieco to moim zdaniem zepsuła, bo dzięki oryginalnym imionom i nazwiskom możemy lepiej zrozumieć daną postać. 
Jeśli chodzi o soundtrack to trzeba przyznać, że jest taki, jak cała ekranizacja, czyli genialny. Zwłaszcza piosenka "Nie bój się chcieć", którą w oryginale śpiewa Shakira ("Try Everything") ma ogromne znacznie dla całego filmu. Wydaje mi się, że właśnie ona tak napędza Judy do działania i daje jej motywację, w końcu nie bez powodu została umieszczona w animacji. Tutaj macie dwa linki do soundtracku, z tym że drugi zawiera też piosenki z wersji polskiej ⇒ Soundtrack 1 ENG - klikSoundtrack 2.
Chyba nie mam nic więcej do dodania. "Zwierzogród" jest zdecydowanie jedną z lepszych ekranizacji i naprawdę polecam ją każdemu. Nawet jeśli nie przepadasz za animowanymi filmami, myślę, że na tego jednak warto się skusić. 

Ja oglądałam na Zalukaj.pl już dość dawno temu, aktualnie nie miałam jak sprawdzić czy link wciąż działa, ale mam nadzieję, że tak, więc daję link do Zalukaj ↠ Klik!

16 lut 2017

"Wiek Adaline"






"Wiek Adaline"


Tytuł oryginału: "The Age of Adaline"
Rok: 2015
Gatunek: Melodramat
Reżyseria: Lee Toland Krieger
Scenariusz: J. Mills Goodloe; Salvador Paskowitz





Tym razem przechodzimy w klimaty różniące się od filmu w poprzednim poście, ale nutka "magii" jeszcze z nami pozostanie. 

Nieco o filmie:
Dwudziestoletnia Adaline (Blake Lively) na skutek wypadku przestaje się starzeć, a co za tym idzie staje się nieśmiertelna. Niestety jej nowy "dar" na dłuższą metę przysparza jej wiele problemów. Dziewczyna musi się ukrywać przed władzami, które chcą zrobić na niej eksperymenty. Co więcej wciąż jest zmuszona zmieniać swoją tożsamość. Jej znajomi starzeją się na jej oczach, a w końcu zawsze przychodzi moment, gdy Adaline musi ich opuścić. Całe jej życie to niekończąca się rutyna. Czy wszystko się zmieni, gdy kobieta pozna "tego jedynego"? 

Moja opinia:
"Wiek Adaline" to film o interesującym koncepcie. Historia jest spójna i "lekka", choć dotyczy dość poważnych tematów. W ekranizacji ludzkie marzenie o nieśmiertelności i odbieranie tego przez dużą część społeczeństwa, jako niesamowity dar jest całkowicie obalone i pokazane z kompletnie innej perspektywy. 
Szczerze mówiąc fabuła jest ciekawa, ale mnie osobiście szczególnie nie wciągnęła. Miejscami film wydawał mi się nieco nudnawy i bez emocji, choć w gruncie rzeczy było ich tam wiele. Akcja przedstawia nam, jak przemija czas i jak ważne są decyzje, które podejmujemy, a także jak czasem trudne może to być. Zdecydowanie jest to film zawierający większe wartości i starający się je nam przekazać. Występują w nim momenty zarówno do płaczu, śmiechu, jak i poważnych przemyśleń - z czym tych ostatnich jest moim zdaniem najwięcej. Ogólnie uważam, że wątki poboczne mogłyby być nieco bardziej rozwinięte, bo to tak naprawdę one odgrywają najważniejszą rolę w tej produkcji. 
Tak naprawdę trochę drażniło mnie, że miłość wszystko nagle zmienia, choć wiem, że taki bieg akcji był konieczny dla projekcji. 
Postać Adaline wydaje się być dość rozsądna i poważna, taka która w pełni panuje nad swoim życiem, ale w gruncie rzeczy ciężko jest jej żyć "w samej sobie". Ellis (Michiel Huisman) jest za to pozytywnym bohaterem, który pomimo wszystko jednak nie przekonał mnie do siebie za bardzo. Ciężko mi określić, co takiego właściwie w nim jest, ale po prostu osobiście go nie polubiłam. 
Muzyka zdecydowanie nadaje klimat temu filmowi i wprowadza nas w odpowiedni do niego nastrój. Piosenki idealnie pasują do czasów przedstawionych w produkcji i umilają nam oglądanie. 
Tutaj macie link do pełnego soundtracku → Soundtrack. Klik!
Podsumowując, "Wiek Adaline" jest ciekawą ekranizacją, ale czasem akcja wydaje się być nieco zbyt monotonna. Pomysł na ten film był świetny, ale uważam, że mógłby być lepiej przedstawiony i bardziej rozwinięty. Niemniej jednak polecam go obejrzeć, bo zdecydowanie nie jest on słabą projekcją. 

Link do filmu → Lektor PL. Klik!

15 lut 2017

"Dziewczyna w czerwonej pelerynie"






"Dziewczyna w czerwonej pelerynie"


Tytuł oryginału: "Red Riding Hood"
Rok: 2011
Gatunek: Fantasy, horror
Reżyseria: Catherine Hardwicke
Scenariusz: David Johnson





Zaczynamy nasze feriowe blogowanie filmem opartym na dobrze znanej nam baśni. Nie jest to jednak typowa interpretacja, o czym za chwilę się przekonacie. 

Nieco o filmie: 
Mieszkańcy Daggerhorn żyją w strachu przed bestią, jaką jest wilkołak. Od dłuższego czasu panowało jednak zawieszenie broni między ludźmi, a napastnikiem. Jednak wilk postanawia zmienić zasady gry, ponownie siejąc strach i spustoszenie. Do miasteczka zostaje sprowadzony Solomon (Gary Oldman) - znany poskramiacz wilkołaków. Z czasem główna bohaterka - Valerie (Amanda Seyfried) zauważa więź łączącą ją z bestią, czym przysparza sobie wiele problemów. Kto tak naprawdę kryje się pod futrem i co stanie się z dziewczyną? Oglądnijcie sami. 

Moja opinia:
Już po opisie możemy wywnioskować, że film ten różni się znacznie od baśni, którą znamy. Tak czy inaczej, uważam że taka forma jest o wiele ciekawsza i jestem pod wrażeniem pomysłu na tak interesującą fabułę. 
Produkcja trzyma w napięciu, a cała akcja skupia się głównie wokół zagadki - kim jest wilkołak. Najciekawsze, a zarazem najlepsze, co dodaje projekcji wielkiego plusa jest to, że praktycznie do końca nie jesteśmy pewni, kto kryje się pod postacią bestii. Film zrobiony jest w taki sposób, że podejrzewamy niemalże każdego, ale w ostateczności prawdopodobnie żadna z tych osób tak naprawdę nie okazuje się strzałem w dziesiątkę. Ekranizacja przez całą akcję trzyma nas w tajemniczym klimacie tak, że ani trochę się nie nudzimy, a chcemy wiedzieć, co będzie dalej. 
Pomimo, że jest to horror - nie wydaje mi się, żeby był jakoś szczególnie straszny. 
Oczywiście oprócz głównego wątku są też poboczne, czyli romans głównej bohaterki z Peterem (Shiloh Fernandez) czy jej problemy w kwestii rodzinnej, które tylko dodają "uroku" projekcji. 
Jak już mówiłam, produkcja odbiega daleko od znanej nam baśni, ale pewne wątki zostały zachowane, co bardzo podobało mi się w filmie. Dajmy na to słynna czerwona peleryna z kapturem, którą Valerie dostaje od swojej babci, czy też fakt, że sama staruszka mieszka poza miasteczkiem, w lesie - tak, jak to było w bajce. 
Jeżeli chodzi o bohaterów, zacznijmy od samej Valerie. Przede wszystkim rzuciło mi się w oczy, że ona - moim zdaniem - kompletnie nie pasuje do klimatu filmu. Jest jakby wyjęta gdzieś z kosmosu. Możemy to zauważyć przede wszystkim patrząc na jej wygląd. Wydaje mi się, że ona jako jedyna z całej wioski ma tak niebiańską urodę, przez co lśni na tle innych postaci. Oczywiście jest to raczej zamierzony zabieg, który ma między innymi za zadanie zwrócić na nią większą uwagę. 
Natomiast Peter wydawał mi się momentami nieco zbyt "powściągliwy", ale jednak jest osobą, którą mimo wszystko raczej się lubi. Henry (Max Irons) jest za to przykładem czystej dobroci. Jedynym bohaterem, który mnie strasznie irytował jest Solomon. Niby chciał pomóc, ale tak naprawdę miałam wrażenie, że pomimo wszystko powinien zniknąć szybciej, niż się pojawił (tak jak to zrobiła inna denerwująca postać, czyli sędzia (Michael Hogan)). W gruncie rzeczy, każdy bohater filmu jest na swój sposób mroczny i tajemniczy. 
Przejdźmy do soundtracku. Piosenki nie są jakoś szczególnie popularne, idealnie nadają nastrój całej projekcji, ale też nie wchodzą na "pierwszy kadr". Są świetnie wpasowanym w film tłem. A tutaj macie link do pełnego soundtracku filmu → Soundtrack. Klik!
Podsumowując - produkcja bardzo mi się podobała i uważam, że jest to film warty obejrzenia, zwłaszcza jeśli lubi się takie różnego typu "zagadki". Baśniowa historia pokazana została w całkiem innym świetle, a w gruncie rzeczy kompletnie zmieniona, ale jednak moim zdaniem jest o wiele ciekawsza. 

Link do filmu → Lektor PL. Klik!

14 lut 2017

Informacja - ferie

INFORMACJA

Wczoraj (13.02.2017) oficjalnie zaczęłam ferie zimowe. Z tego też powodu mam dla Was pewną informację, a mianowicie - jak zauważyliście (a może nie) ostatnio posty pojawiają się rzadziej niż wcześniej, spowodowane to jest między innymi brakiem czasu, ale nie o tym chciałam powiedzieć. Postanowiłam Wam to wynagrodzić, tak więc postaram się CODZIENNIE w czasie trwania ferii dodawać nowy post, a jeśli się to nie uda to przynajmniej będą tak często, jak to będzie możliwe. Mam nadzieję, że się Wam spodoba. Na dzisiaj to tyle, do zobaczenia (przeczytania) jutro.

PS.: Szczęśliwych Walentynek!

1 lut 2017

"Zauroczenie"

"Zauroczenie"


Tytuł oryginału: "Crush"
Rok: 2013
Gatunek: Thriller
Reżyseria: Malik Bader
Scenariusz: Sonny Mallhi


Po ponad tygodniowej przerwie wracam do blogowania! Tym razem odbiegniemy nieco od komedii, ale tematyka romantyki (jak sama nazwa wskazuje) jeszcze pozostanie. 

Nieco o filmie:
Główna bohaterka Bess (Crystal Reed) zakochuje się w szkolnym przystojniaku i sportowcu, który przez kontuzję kolana musiał na jakiś czas odłożyć swoją pasję. Z czasem jej niewinne zauroczenie przeistacza się w obsesję. Wokół Scotta (Lucas Till) zaczynają dziać się dziwne rzeczy, chłopak jest napastowany, a życie wali mu się na głowę. Czy możliwe, żeby do tego wszystkiego doprowadziła zwyczajna nastolatka? Czy Bess może zakochać się ponownie w innej osobie? 

Moja opinia:
Zacznijmy od tego, że jak pewnie zauważyliście (a może nie) - nie dodałam do tej notki okładki filmu. Zrobiłam to jak najbardziej celowo, ponieważ zawiera ona ogromny spoiler i zwyczajnie nie chcę Wam zepsuć zagadki oraz przyjemności z oglądania produkcji. Nie mam pojęcia, skąd wziął się pomysł na przedstawienie okładki w taki sposób, ale moim zdaniem jest to po prostu głupota, skoro film ma trzymać w niepewności i napięciu. Dobra, przejdźmy do rzeczy. 
Zacznijmy tradycyjnie od fabuły. Cała historia jest dość ciekawa i przedstawiona w interesujący sposób. Z początku za wiele się nie dzieje i akcja nie jest "emocjonująca", ale jak najbardziej ma znaczenie dla ogółu projekcji. Zdarzenia zaczynają się rozkręcać z biegiem trwania historii i z czasem zaczynają coraz bardziej trzymać w napięciu. Scen komediowych w filmie raczej jako tako nie ma. 
Produkcja wbrew pozorom nakłania widza do myślenia (a przynajmniej powinna) i pokazuje może nie tak bardzo wszechobecny problem, ale jednak taki, który w naszym społeczeństwie się pojawia, często właśnie u nastolatków, ale nie tylko. Najważniejsze emocje, jakie towarzyszą bohaterom filmu, i nad którymi powinniśmy się zastanowić to zazdrość i tytułowe zauroczenie. Projekcja nie dotyczy jedynie obsesji, ale także każdego jednego zauroczenia, które chyba każdy z nas przeżył w życiu choć raz. 
Jeśli chodzi o grę aktorską - główną rolę odgrywa tutaj Crystal Reed, czyli jedna z najbardziej lubianych przeze mnie aktorek. Wydaje mi się, że wyszło jej to całkiem dobrze. Świetnie oddała nieśmiałość i niewinność młodej bohaterki - Bess. Kolejną postacią, która przykuła moją uwagę jest Jeffrey. Według mnie on jest takim małym światełkiem w całej produkcji. Takim, który oświetla ciemność i panujący mroczny klimat dodając nieco barw do projekcji. 
Przejdźmy teraz do soundtracku. Muzyka nadaje nastrój całej produkcji. Piosenki nie są raczej jakoś specjalnie nowoczesne czy znane, ale świetnie wpasowują się w film. Link do pełnego soundtracku ↠ Soundtrack. Klik!
Podsumowując, moim zdaniem jest to dobry film i polecam go właściwie każdemu. Wydaje mi się, że przekazuje jednak pewne wartości, które jak najbardziej możemy zauważyć w życiu naszym i innych, a także porusza tematy obecne wśród młodzieży, ale także i dorosłych. 

Link do filmu online ↠ Lektor PL. Klik!

20 sty 2017

"Romans na dwie noce"





"Romans na dwie noce"


Tytuł oryginału: "Two Night Stand"
Rok: 2014
Gatunek: Komedia romantyczna
Reżyseria: Max Nichols
Scenariusz: Mark Hammer






Piątek wieczór, czyli dobra pora na imprezę lub... randkę! Swoją drogą, byliście kiedyś na randce/spotkaniu z osobą poznaną w Internecie? Dajcie znać w komentarzach. 

Nieco o filmie: 
Alec (Miles Teller) i Megan (Analeigh Tipton) umawiają się na jedną, nocną randkę. Niestety ta nie jest jakoś szczególnie udana, a gdy bohaterka chce opuścić dom towarzysza, okazuje się, że przez śnieżycę została uwięziona. Bohaterowie są zmuszeni do spędzenia ze sobą jeszcze jednej nocy. Czy po lepszym poznaniu zmienią się ich relacje?

Moja opinia: 
Fabuła jest nawet ciekawa i dość "lekka". Nie jest jakoś szczególnie rozbudowana, a miejscami nawet przewidywalna i przesadzona, ale nie przeszkadza to w oglądaniu i odbiorze. Jako iż jest to komedia romantyczna powinno być w niej "dużo" miłości, jednak przeważają tutaj raczej elementy komediowe. Mnóstwo żartów, które w tej produkcji są na tyle znośne, że można się z nich pośmiać. Oczywiście romantyzmu też jako tako nie brakuje, choć jest pokazany w nieco innej formie i wydaje mi się, że w miarę realistycznej. 
Bohaterowie są wyjątkowo ciekawi i mają własną historię oraz wyraźnie nakreślone charaktery i opinie, co jest wielkim plusem dla całej ekranizacji. Tutaj obie główne postacie przypadły mi do gustu, więc nie jestem w stanie stwierdzić, która podobała mi się bardziej, czy z którą się lepiej utożsamiam. Moim zdaniem ich charaktery świetnie się uzupełniają i jest to dobrze przedstawione w projekcji. 
Co się tyczy soundtracku - jest świetnie wpasowany zarówno w sam film, jak i w określone sceny. Piosenki raczej nie są jakoś szczególnie znane, ani "nowsze", ale nie sądzę, żeby to było problemem, gdy tak przyjemnie słucha się ich w trakcie oglądania. Tutaj macie link do pełnego soundtracku ⇒ Soundtrack - klik!
Podsumowując, ekranizacja jest całkiem przyjemna. Może nie przekazuje jakiś głębszych wartości, ale przedstawia w miarę realistyczną historię. Bohaterowie są dobrze dopracowani, a aktorzy świetnie przedstawili ich charaktery. Jeśli ktoś lubi obejrzeć sobie wieczorkiem jakąś komedię romantyczną, zdecydowanie mogę polecić Wam "Romans na dwie noce".

Link do filmu ⇒ Napisy PL

14 sty 2017

Q&A: Czy oglądanie filmów nie koliduje mi z nauką i życiem osobistym?

Zacznijmy od tego, że bardzo dziękuję Oli Maciejczyk - blog (klik) za zadanie mi tego pytania. Jeżeli Wy macie jeszcze do mnie jakieś pytania, na które mogłabym odpowiedzieć w serii Q&A - piszcie je w komentarzach pod każdym postem z etykietą "Q&A". Jeżeli natomiast macie do mnie jakieś zwykłe pytania, niezwiązane z blogiem lub niewymagające dłuższej wypowiedzi - możecie pisać na moim asku (link: Mój prywatny ask) bądź na asku, którego kiedyś założyłam do tego bloga (link: Ask bloga). To by było na tyle "wprowadzenia", a teraz przejdźmy do tematu. 

Pierwszy post z serii Q&A zaczynamy pytaniem "Czy oglądanie filmów nie koliduje mi z nauką i życiem prywatnym?". 
Ogólnie, wydaje mi się, że nie oglądam jakoś specjalnie dużo filmów, a na pewno nie aż tak, żeby mi to z czymkolwiek kolidowało. Jeśli już się za jakiś wezmę to zazwyczaj wtedy, gdy mam czas wolny. Czasem zdarza się, że na przykład przez cały miesiąc czy nawet dłużej nie obejrzę żadnej produkcji, a czasem jest tak, że wciągnę cztery filmy w jeden dzień. Nie ukrywam jednak, że najwięcej oglądam w czasie wolnym od szkoły, jak na przykład w ferie, święta, wakacje itd.
Jeśli chodzi o tę nieszczęsną naukę - nigdy nie stawiam "przyjemności" ponad nią, więc prędzej nauka koliduje mi z oglądaniem filmów, a nie na odwrót. Co jest zabawne, moje oceny nie są szczególnie "wysokie", choć nie aż takie złe też nie, a paradoksem w tej sprawie jest to, że jednym z przedmiotów, który słabo mi idzie jest POLSKI. Ale już wyjaśniam - nienawidzę epok (choć w filmach lubię nawiązania), wierszy i ich interpretacji, a także lektur typu "Pan Tadeusz", a jak czegoś nie lubię to się tego nie uczę. Tak samo jest zresztą z ekranizacjami -  nie oglądam gatunków, za którymi nie przepadam. Ale nie odbiegajmy od tematu głównego. Odpowiedź jest raczej krótka: nie, nauka i oglądanie filmów zdecydowanie między sobą nie kolidują, zwłaszcza, że oglądając projekcję także zazwyczaj się uczę.
Przejdźmy teraz do życia osobistego, choć to już dość logiczne, że skoro nie koliduje mi z nauką, to i z życiem osobistym też nie, ale mimo to - nawiążę nieco do tego. Prawda jest taka, że większość zamieszczanych tu filmów (a jeśli nie większość to jednak sporą ilość) obejrzałam z rodziną lub ze znajomymi. Ponadto uważam, że wspólne oglądanie też może być ciekawą rozrywką dla wszystkich. Oczywiście czasem jest tak, że znajomi wolą gdzieś wspólnie wyjść, aniżeli obejrzeć ze mną film. Wtedy, tak jak w przypadku nauki, stawiam jednak "życie osobiste" ponad filmy. Oglądanie zawsze można przełożyć, a spotkanie niekoniecznie, prawda?
Podsumowując, jednogłośna odpowiedź na to pytanie brzmi: nie, oglądanie filmów zdecydowanie nie koliduje mi ani z nauką, ani z życiem osobistym.